środa, 25 listopada 2015

Rozdział 2

Kilka dni później Justin zaprosił mnie na kawę.
-Patrz co mam! - krzyknął od razu  gdy siedliśmy pokazując kopertę.
-List.
-Czytaj - powiedział podsuwając mi kartkę.
-Bardzo nam przykro jednak nie został pan przyjęty - zaczęłam się wygłupiać.
-Bardzo śmieszne - powiedział z wielkim uśmiechem - a kiedy ty dostaniesz list?
-Ja się nie dostałam, - skłamałam, bardzo chciałam pójść do szkoły hotelarskiej, jednak za 8 miesięcy miałam urodzić - ale i tak otworzę własny hotel. Obiecałam to tacie, a zresztą to moje marzenie i będę je realizować.
-A ją będę Cię wspierał najbardziej jak będę mógł - powiedział ujmując moją dłoń.

*kilka dni po spotkaniu w kawiarni*
Poszłam do domu Justina ( daleko nie miałam, mieszkał na przeciwko ) ponieważ postanowiłam powiedzieć mu o ciąży. Był mi najbliższą osobą na świecie. Musiałam być z nim szczerą. Drzwi otworzyła siostra Justina
-Hej! Jest twój brat? Chciała bym z nim porozmawiać. - oznajmiłam
-Jest uwięziony.
-Jaki jest?!
-Uwięziony, ale zaraz powinien skończyć.
Usiadłam na kanapie w salonie i patrzyłam co robi siostra Justina. Po chwili usłyszałam jęki jakiejś dziewczyny. Rozpoznałam w jej głosie Bethany. Popatrzyłam z obrzydzeniem na drzwi Jusa a potem na jego siostrę.
-Tak wiem ochydne. - powiedziała siostra mojego przyjaciela.
-Wiesz co śpieszy mi sie, muszę już iść. Pa!
-Powiem mu że byłaś.
Resztę dnia włóczyłam się po mieście. Do domu wróciłam koło 19:30 i od razu siadłam przy komputerze. Po 5 minutach napisał do mnie Justin :
-Siostra mówiła mi że byłaś.
-Tak. Mogli byśmy się spotkać?
-Teraz nie mogę. Idę z Bethany na kolację z jej rodzicami.
"Pieprzyć to! Pieprzyć Ciebie, pieprzyć Bethany, pieprzyć tą kolacje, pieprzyć jej rodziców!" - napisałam tak jednak nie wysłałam. Zamiast tego napisałam:
-Miłej kolacji - i od razu się rozłączyłam. Zjadłam kolację, wziełam prysznic i pomimo wczesnej godziny poszłam spać.

*tydzień po incydencie*
Dziś był dzień w którym Justin wyjeżdżał do Anglii na studia. Pojechałam z nim na lotnisko.
-Jeśli chcesz żebym został, powiedz. Pojadę w przyszłym roku z tobą - powiedział Justin.
-Nie, nie będziesz rezygnował z wykształcenia z mojego powodu.
-No dobrze. Ale weź to - wetknął mi do ręki globus bryloczek - i obiecaj że będziesz do mnie przyjeżdżać i, że będziemy często pisać.
-Obiecuję
I w tym momencie przytulił mnie najmocniej jak umiał. I po chwili PRAWIE SIĘ POCAŁOWALIŚMY! Jednak "prawie" robi dużą różnice. Minutę później Justin musiał już iść a ja stałam sama na środku lotniska cała zapłakana trzymając globus-bryloczek.

Podczas ciąży niezbyt dużo się działo. W 7 miesiącu wiedziałam że będzie to dziewczynka. Bardzo chciałam żeby miała na imię Kate ale wiedziałam że jej przyszłym rodzicom to imię może się nie podobać. Poród przyszedł nagle. Leżałam na łóżku czytając książkę i nagle zaczęły odchodzić mi wody. Szybko zawołałam mamę a ona stwierdziła że jest za późno by jechać do szpitala i poród odbędzie się w domu. Mama kazała tacie : przynieść wodę, ręczniki, zadzwonić po panią która weźmie dziecko. Poród był dość bolesny jednak dziecko urodziło się całe i zdrowe.
-Chcesz potrzymać dziecko zanim je zabiorę?
Pokiwałam głową na znak że chcę. I wtedy, kiedy dotknęłam moją córeczkę po raz pierwszy wiedziałam, że nigdy jej nie oddam i że kocham ją najbardziej na świecie.

Kilka tygodni po porodzie wyszłam z Kate na spacer. Szłam koło sklepów z ubraniami i nagle zobaczyłam znajomą sylwetkę. Po drugiej stronie ulicy szła Bethany. Szybko kucnęłam aby mnie nie zobaczyła, jednak chyba mnie dostrzegła ponieważ gdy powoli się wycofywałam, ona szła w moją stronę. Na moje nieszczęście zahaczyłam wózkiem o stojak z szalami i wywaliłam się na wystawione rowery.
-Rosie!? - krzyknęła pełna entuzjazmu Bethany .
-Bethany! - krzyknęłam już mniej radośnie niż ona .
-To twoje dziecko?
-Nie - zaczęłam kłamać - ja tylko pracuję jako opiekunka. Bardzo dobrze płatna praca. -
Bethany niezbyt mi uwierzyła. Spojrzałam na dziecko powiedziała że jej się śpieszy, pożegnała się i poszła

*kilka dni po spotkaniu z Bethany*
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je a w progu stał Justin.
-Justin!? Co ty tu robisz? - powiedziałam rzucając mu się na szyję
-Przyjechałem się z tobą spotkać - powiedział obejmując mnie w tali
-Może pójdziemy gdzieś napić się herbaty?
-Wolałbym u Ciebie.
-U mnie?
-Tak
-W takim razie zapraszam. - Mówiąc to wbiegłam do kuchni by schować ubrania Kate.
-Rosie?
-Tak?
-Kiedy miałaś zamiar powiedzieć mi o dziecku?
-Z kąd wiesz?
-Bethany.
-Przepraszam, - powiedziałam obejmując jego szyję - nie chciałam abyś zamartwiał się mną na studiach.
-Spokojnie. Chodź, pokaż mi dziecko - powiedział z uśmiechem.
Leżeliśmy w trójkę na łóżku : ja, Justin i Kate.
-Rosie?
-Tak?
-Mogę zostać ojcem chrzestnym?
-Spełnisz moje marzenie - powiedziałam z uśmiechem.

Parę miesięcy po odwiedzinach Justina, zaprosił mnie do siebie. Kate została z moimi rodzicami a ja pojechałam do niego. Justin czekał na mnie już na lotnisku. Przywitał mnie gorącym uściskiem, a potem spędziliśmy całą noc i cały dzień razem na imprezowaniu, chodzeniu po straganach, zwiedzaniu. Następny wieczór mieliśmy spędzić z dziewczyną Justina i jej bratem najpierw na kolacji w jego domu, a potem na wystawie sztuki.

-Witaj Rosie! Cieszę się że nareszcie mogę Cię poznać! Justin dużo o tobie opowiadał - powiedziała Ana, dziewczyna Justina.
-Wzajemnie
Usiedliśmy, a brat Any zaczął nalewać wino. Gdy dotarł do kieliszka swojej siostry ona krzyknęła na niego:
-Przecież wiesz że nie mogę!
-Dlaczego nie możesz? - spytałam
-Nie powiedziałeś jej? - spytała Ana Justina
-Ana jest w ciąży.
Zrobiłam się wściekła jednak nie chciałam teraz urządzać awantury. Zresztą nie musiałam, kłótnia przyszła sama. Justin coś robił i przeklnął, wtedy jego dziewczyna się zdenerwowała i zaczęła się awantura, która jednak szybko się skończyła. Gdy mieliśmy już wychodzić zatrzymałam na chwilę Justina.
-Jak mogłeś włóczyć się ze mną całą nocy gdy twoja dziewczyna jest w ciąży?!
-Przepraszam, chciałem spędzić czas z tobą.
Przytuliłam go na znak że mu wybaczam.

Rozdział 1

*lekcja informatyki*

-O co się tak wściekasz? - napisał Justin na czacie.
Popatrzyłam się na niego. Zobaczyłam że on patrzy na mnie, tylko nie ze złością, ale ze śmiechem.
-A jak myślisz? - odpisałam.
-O to że się spotykam z Bethany w bibliotece? Nie przesadzaj.
-Nastraszasz każdego mojego chłopaka a ja nie mogę lubić twojej dziewczyny? - popatrzyłam się na niego a on wybuchł śmiechem.
-Panie Justin! - krzyknął nauczyciel.
-Przepraszam, pisałem z Rosie i...
-Tak wiemy - wypowiadając te słowa nauczyciel wyświetlił na ekranie naszą rozmowę. Cała klasa wybuchła śmiechem, a my zostaliśmy wysłani do dyrektora. Czekając jak nas przyjmie nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu...

*kilka dni po incydencie w szkole, piknik klas III*
Siedziałam na kocu przyglądając się falom. Nagle siadł koło mnie Justin.
-Dawno Cię nie widziałam w bibliotece. Mam nadzieję że przyjdziesz jutro -  usłyszałam głos Bethany, spojrzałam na Justina. Bethany już gdzieś poszła więc mogłam spokojnie zapytać :
-To, idziemy razem na bal? Greg nie daje mi spokoju.
-Wiesz... Zaprosiła mnie Bethany. Zgodziłem się.
Aha - odpowiedziałam ze złym spojrzeniem. Nagle poczułam że ktoś mnie ciągnie za ramię. To był Greg. Wstałam i odeszłam z nim na bok.
-To jak? Pójdziesz ze mną na bal? - spytał
-Tak, z wielką chęcią - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.

*dzień balu*
Pod miejsce gdzie miała się odbyć impreza przyjechałam z Justinem. Od razu gdy zparkował samochód, Greg otworzył mi drzwi, podał rękę i zaprowadził do wejścia. Widziałam to niezadowolone spojrzenie Justina gdy wychodziłam. Bal odbywał się w sali balowej jednego z niewielkich hoteli. Tańczyłam z Gregiem do 21:00, a potem poszliśmy do pokoju.
-Robiłaś to już kiedyś? - zapytał Greg?
-Dla mnie to jak mycie zębów - odpowiedziałam już gotowa. Greg miał problem z prezerwatywą.
-Pomóc Ci? - spytałam.
-Poradzę sobie!
Gdy Greg już sobie poradził położył się na mnie i zrobiliśmy to. I powiem szczerze że był to NAJGORSZY sex w moim życiu. Trwał 30 sekund. Zero przyjemności. Greg zrobił się cały czerwony. Objął mnie i pocałował w głowę. Wsunełam rękę pod kołdrę by ściągnąć prezerwatywę, jednak jej tam nie było. Nigdzie jej nie było! Ubrałam marynarkę Grega i pobiegłam do windy. Stał tam jeszcze jakiś mężczyzna jednak nie zwracając na niego uwagi zadzwoniłam do Justina
-Mam problem! -krzyknęłam
-Nie możesz poczekać?
-Nie! To poważny problem!
-Jaki?
-Później Ci powiem.
-Nie, teraz!
-Kondom utknął w mojej waginie.
-Spotkajmy się przed wejściem.
Justin zawiózł mnie do szpitala, a tam wyciągnięto mi prezerwatywę.
-Spałaś z nim?! - zapytał Justin
-No, tak. Ale ja go nawet nie kocham...

*kilka tygodni po balu, apteka*
-Jest tu ktoś? - spytałam
-Już idę! - krzykneła jakaś dziewczyna - Co się dzieje?
-Ostatnio często wymiotuje i mam mdłości.
-Brak miesiączki?
-...tak.
Dziewczyna podała mi test ciążowy - tam jest łazienka - dodała
I stało się, jestem w ciąży. Od tamtego czasu często spotykałam się z aptekarką - miała na imię Martina i była przemiłą osobą. Co do ciąży nie chciałam tego dziecka lecz jako katoliczka nie mogłam poddać się aborcji. Rodzice postanowili że oddamy dziecko do  sierocińca zaraz po urodzeniu. Justinowi nie powiedziałam i źle się z tym czułam jednak nie mogłam tego zrobić.

Podobało się? - Komemtuj! :)

wtorek, 24 listopada 2015

Prolog

To jest najgorszy dzień w moim życiu - pomyślałam

Zacznijmy od początku. Ja i Justin przyjaźnimy się od małego. Jednak wszystko zdarzyło się w dniu mojej osiemnastki. Wódka, drinki, wszyscy pijani do bólu. Tańczyłam z Justinem. Musiałam stać na (bardzo niskim) krześle ponieważ byłam o wiele niższa. I nagle, przy ulubionej piosence Beyoncé stało się. Pocałowaliśmy się. Pocałunek ten jednak był bardzo krótki, ponieważ ja, niezdarna Rosie spadła z stołka. Następnego dnia byłam na wielkim kacu, więc nie poszłam do szkoły, jednak zostanie w domu też nie było  świetnym pomysłem przez moich cały czas krzyczących braci. Około 14:30 przyszedł Justin.
-Biore całą winę za stan Rosie - powiedział mój przyjaciel.
-I jaki lekarz z ciebie wyrośnie? - powiedziała ze śmiechem moja matka.
-Czekam na list z uczelni z wiadomością o przyjęciu.
-Oby Ci się udało. A teraz idź do Rosie.
-Hej - powiedział Justin powoli otwierając drzwi.
-Zostawcie mnie w spokoju! - krzyknęłam rzucając poduszką w drzwi.
-Dobra już idę - odpowiedział z uśmiechem.
-Zostań! Myślałam że to bracia.
-Dobra, dobra - powiedział siadając naJustin.
-Justin, proszę, zapomnijmy o tym co się wczoraj stało... - powiedziałam kompletnie nie świadoma wczorajszego pocałunku.
-Pewnie, - widziałam zawiedzenie w jego oczach wymawiając te słowa - wiesz trochę się spieszę do biblioteki.
-Od kiedy ty się tak uczysz?
-Wiesz, w bibliotece pracuje Bethany.
-Bethany!? Ta idiotka?
-Nie obrażaj jej, nie jest taka zła. Dobra ja już lecę, pa!
-Pa!

Główni bohaterowie

Rosie
Młoda matka, główna bohaterka która opowiada o swoich, nie zawsze szczęśliwych historiach 

Justin
Najlepszy przyjaciel Rosie, który wspiera ją nie tylko jako przyjaciel

Martina
Najlepsza przyjaciółka Rosie, Najpierw aptekarka później pracownica w hotelu na stanowisku recepcji.

Greg
Ojcec córki Rosie oraz przez 5 lat jej mąż.