Zacznijmy od początku. Ja i Justin przyjaźnimy się od małego. Jednak wszystko zdarzyło się w dniu mojej osiemnastki. Wódka, drinki, wszyscy pijani do bólu. Tańczyłam z Justinem. Musiałam stać na (bardzo niskim) krześle ponieważ byłam o wiele niższa. I nagle, przy ulubionej piosence Beyoncé stało się. Pocałowaliśmy się. Pocałunek ten jednak był bardzo krótki, ponieważ ja, niezdarna Rosie spadła z stołka. Następnego dnia byłam na wielkim kacu, więc nie poszłam do szkoły, jednak zostanie w domu też nie było świetnym pomysłem przez moich cały czas krzyczących braci. Około 14:30 przyszedł Justin.
-Biore całą winę za stan Rosie - powiedział mój przyjaciel.
-I jaki lekarz z ciebie wyrośnie? - powiedziała ze śmiechem moja matka.
-Czekam na list z uczelni z wiadomością o przyjęciu.
-Oby Ci się udało. A teraz idź do Rosie.
-Hej - powiedział Justin powoli otwierając drzwi.
-Zostawcie mnie w spokoju! - krzyknęłam rzucając poduszką w drzwi.
-Dobra już idę - odpowiedział z uśmiechem.
-Zostań! Myślałam że to bracia.
-Dobra, dobra - powiedział siadając naJustin.
-Justin, proszę, zapomnijmy o tym co się wczoraj stało... - powiedziałam kompletnie nie świadoma wczorajszego pocałunku.
-Pewnie, - widziałam zawiedzenie w jego oczach wymawiając te słowa - wiesz trochę się spieszę do biblioteki.
-Od kiedy ty się tak uczysz?
-Wiesz, w bibliotece pracuje Bethany.
-Bethany!? Ta idiotka?
-Nie obrażaj jej, nie jest taka zła. Dobra ja już lecę, pa!
-Pa!
-Zostań! Myślałam że to bracia.
-Dobra, dobra - powiedział siadając naJustin.
-Justin, proszę, zapomnijmy o tym co się wczoraj stało... - powiedziałam kompletnie nie świadoma wczorajszego pocałunku.
-Pewnie, - widziałam zawiedzenie w jego oczach wymawiając te słowa - wiesz trochę się spieszę do biblioteki.
-Od kiedy ty się tak uczysz?
-Wiesz, w bibliotece pracuje Bethany.
-Bethany!? Ta idiotka?
-Nie obrażaj jej, nie jest taka zła. Dobra ja już lecę, pa!
-Pa!
Świetny prolog! Oby tak dalej ;)
OdpowiedzUsuń